środa, 19 marca 2014

Adaptacja... do nowych warunków

Wiatr wiał, a deszcz zacinał. Stałam ze swoimi bagażami przed blokiem ze słuchawką przy uchu. Tak się złożyło, że moja koleżanka z Uniwersytetu (Warszawskiego) przyjechała do Umeå w tym samym celu co ja. Cieszyłam się bo to zawsze raźniej. Ona przyjechała wcześniej, dlatego też umówiłyśmy się, że odbierze moje klucze do akademika w tygodniu. Ja przyjechałam w weekend, więc gdyby nie ona, czekałabym do poniedziałku na dostanie się do domu.
Próbowałam się do niej dodzwonić. Po trzech nieudanych próbach powoli zaczęłam się martwić. Byłam już bardzo zmęczona - chciałam tylko wziąć prysznic i położyć się spać.
skrzynki na listy
Za czwartym razem się udało. Koleżanka również mieszkała na Ålidhem (dzielnica Umeå), więc nie musiałam długo czekać.
Przyjechała oczywiście na rowerze, co dodatkowo skróciło moje oczekiwania. W Umeå rowerzyści - odniosłam wrażenie - mają pierwszeństwo we wszystkim.
Odebrałam klucze do swojego pokoju na pierwszym piętrze. Asia okazała pomocną dłoń w transporcie bagażu, za co byłam jej wdzięczna. To, co zauważyłam od razu to to, że na każdym piętrze były dwie pary drzwi zamykanych na klucz, prowadzące do odpowiednich korytarzy. Skierowałam swoje kroki do tego po lewej stronie. Na prawo od drzwi znajdowały się podłużne skrzynki na listy 0 ułożone jedna pod drugą. Po otworzeniu drzwi ukazał mi się długi korytarz, a tak po obu stronach ściany rzędy drzwi prowadzące bezpośrednio do pokoi. W sumie naliczyłam ich 9 albo 10. Mhm... czyli 9 albo 10 bratnich dusz. Zobaczymy...
widok z okna
Otworzywszy drzwi do mojego pokoju, ze zdumieniem powiedziałam: "wow!"
Wchodzę do przedpokoju - na prawo duża szafa, na lewo drzwi do dużej łazienki. Na wprost jeden duży pokój, który na oko miał może 20-25 m2. W środku: biurko, łóżko, półki na książki, ława, na której stał telewizor (potem okazało się, że pozostawił go jeden Szwed, który wyjechał do Szanghaju do pracy - w innych pokojach telewizorów nie było), długi wewnętrzny parapet i jedno duże okno z widokiem na podwórko i rowerowe wiaty. Jednym słowem nie spodziewałam się tak dobrych standardów. No ale cóż - Välkommen till Sverige!

Potem się też okazało, że według Szwedów był to akademik przeciętnej jakości.

Po odstawieniu bagaży, Asia się zapytała czy chcę odebrać swój rower, który będąc jeszcze w Polsce odkupiłam od innej koleżanki, która studiowała w Umeå przede mną. Pomyślałam "ok! nie będę jutro zawracać tym głowy Asi."
Po odbiorze roweru, wróciłam do domu i tak jak planowałam - wzięłam prysznic i poszłam spać. Przed zaśnięciem, wysłałam wiadomość rodzinie, że dotarłam bezpiecznie na miejsce i odezwę się następnego dnia.

Tak w sumie minął mi pierwszy dzień w nowym otoczeniu. Nazajutrz była niedziela. Postanowiłam dogłębnie się zorientować co gdzie jest. Gdzie jest Uniwersytet, gdzie jest jakiś sklep, co się znajduje w najbliższym otoczeniu, itd.
Pogoda była ładna w przeciwieństwie do sobotniej aury - samo TO zachęcało do dłuższego spaceru. Zanim jednak zdecydowałam się wyjść na zewnątrz, postanowiłam najpierw skupić się na swoich współlokatorach i wszystkim co się znajduje w obrębie korytarza. 
mój rower
Było dokładnie 9 pokoi, 7 (albo więcej) lokatorów. Mówię "albo więcej" dlatego, że w jednym pokoju mieszkała - w teorii - jedna Wietnamka. W rzeczywistości było tam ich więcej. Nie wiem - nie pytałam. Jakoś nigdy nie mogłam się z nimi dogadać. Nawet nie pamiętam jak się na prawdę nazywały. Po prostu ich nie rozumiałam. Oprócz nich była jeszcze Niemka, Austriaczka - Marlies (z którą do dzisiaj utrzymuję kontakt), dwóch Szwedów - Max z Alingsås, Oskar z Skellefteå, jedna Szwedka - Stina również z północy. Pozostałe pokoje były albo puste albo ich lokatorów nigdy nie było w domu.
Kuchnia - centrum wszelkich wydarzeń - była połączona z pokojem socjalnym, w którym była ława, sofa, stół z krzesłami, telewizor i play station. Kuchnia była wyposażona w 2 duże lodówki, 2 kuchenki elektryczne z piekarnikami, kuchenkę mikrofalową, po jednej dużej szafce dla każdego (zamykanej na klucz), oraz jedna szafka z kuchennymi akcesoriami pozostawionymi przez poprzednich mieszkańców. Znowu miłe zaskoczenie.

rowerowe ścieżki
Po oględzinach najbliższego otoczenia, ubrałam się do wyjścia i wziąwszy swój nowo-nabyty rower wybrałam się na wycieczkę po okolicy. Pogoda była idelna. Koniec lata, ciepło, las wokoło, mnóstwo ścieżek rowerowych. No po prostu cu-do-wnie! 

P.S. Pan co jakiś czas gościł po moim oknem. Widać rozciąganie to podstawa :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz